wtorek, 5 stycznia 2016

Pomiędzy Światami IV

Rozdział 4
-Jak się czujesz, Auro?-Zapytał Damon.
-Yyyy, dobrze. A-ale co ty tu robisz ?
-Jestem twoim aniołem, zapomniałaś? A tak poza tym mieliśmy porozmawiać.
-O tym nie wspominałeś. Ale po tym co się wydarzyło jakoś mnie to nie dziwi. Dobrze więc pierwsze pytanie to... Dlaczego powiedziałeś, że jestem wyjątkowa?
-Uuu na to pytanie będe mógł Ci odpowiedzieć, jutro. Jako prezent urodzinowy. A bardziej nie odemnie a od twoich rodziców.
-Jak to ?
-Skończysz 18 lat. A to jest dość poważny temat, który omówisz z rodzicami.
-Nie rozumiem...
Nagle do sali weszła mama.
- Przepraszam, skarbulku telefonu zapomniałam- podeszła do stolika i zabrała leżącą komórke.- A co to za przystojny młodzieniec? Twój chłopak? Nigdy nam o nim nie mówiłaś.
-Nie pani Salvatore, jesteśmy przyjaciółmi. Za to Aura mówiła mi o pani bardzo dużo. -Uprzedził mnie Damon.
- Tak mamo, to Damon.
-Och, przepraszam. To ja już pujde, nie będe wam przeszkadzać.
Gdy tylko wyszła Aura od razu spytała Damona:
-Skąd wiedziałeś, jak moja matka ma na nazwisko?
-Zadajesz za dużo pytań, znam wszystkich z twojego otoczenia. Twoją mame Sare, twojego ojca Stefana, twojego brata Klausa, twoją przyjaciółke Lidie Bennet, twojego wujka Ricka Zalcmana... I wielu innych. Jestem twym aniołem stróżem wiem wszystko o twoim życiu.
-Okej, czuje się troche skrępowana.
-Nie ma powodu, nie będe wypominał Ci twoich głupich zachowań z przeszłości. Takich jak..
-Damon!
-Spokojnie, już milcze.- Nie mógł opanować śmiechu.
Wkońcu nie wytrzymałam i też zaczełan się śmiać. Przez to szwy na moim brzuchu rozerwały się. Zaczełam panikować.
-Uspokuj się. Naprawie to.-Pociesz mnie.
Położył swoje ciepłe, gładkie dłonie na moim brzuchu.Ciarki przeszły mi po całym ciele. W miejscu, gdzie były szwy pod jego rękoma zabłysnęło światło
-Gotowe- powiedział.
I miał racje wszystko już było okej. Patrzyłam na niego oczarowana. I wyczułam między nami silną więź. I to nie tylko taką pomiędzy aniołem a jego "podopieczną" to było coś więcej. Raczej się w nim nie zakochałam, ledwo co go znam... Nie, to pewnie zmęczenie tak na mnie działa.
-Damon? Nie obrazisz się jeśli się troche zdrzęmne?
-Oczywiście, że nie. Słodkich snów.
I wyszedł z sali. Powieki zamykały mi się same. Aż w końcu zasnełam.

C.D.N

Hejo, misie. Dzisiaj nie będe się już rozpisywać. Dajcie znak jak się podobało. Miłego wieczorku. :* 
Rose.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz