Rozdział VII
Potwory dotykiem jeden za drugim przychodziły do "lepszego świata". Jak mi obiecano nic nie czułem. Widziałam tylko ich migające twarze. Złe, smutne- widocznie nie pogodzili się ze śmiercią-oraz szczęśliwe, pełne ulgi- cieszące się, że wreszcie odzyskali spokój. Ból przeszedł dość szybko, w końcu medalion chronił mnie jedynie od 200 potworów. Na początku czyłam tylko małe ukłucia, zadrapania. Później ktoś przebijał mi brzuch, rozcinał gardło, odcinał kończyny. Łzy lały mi się po policzkach, nie chciałam krzyczeć, próbowałam być silna. Spojrzałam na Damona, wiedziałam że cierpi tak samo jak ja, nie mógł patrzeć jak się męcze. Mimo to został. Zachwiałam się On szybko podbiegł i mnie złapał.
- Już dobrze Auro, już po wszystkim, udało ci się wygrałaś.
- Wygrałam- odpowiedziałam wyczerpania z sił- wygrałam- zamknełam oczy.
Obudził mnie śpiew ptaków. Powoli wstałam z łóżka. Ku mojemu zdziwieniu była w piżamie, czy to tylko sen? Dotknełam szyi i nie miałem na niej medalionu. Niedowiary ten ból był tak realistyczny. Schodzę na dół. Udaję się do kuchni. Rodzice siedzą przy stole popijając kawę. Wśród nich siedzi też mój anioł. Więc jednak to nie był sen. Pierwszy mnie zauważył. Wstał i przywitał mnie pocałunkiem w policzek szepcząc do ucha:
- Dzień dobry, jak się spało?
Cała zaczerwieniona odpowiedziałam: --Dobrze, dziękuję.
Następie przywitałam się z rodzicami. Rozmawialiśmy o wczorajszej nocy. Cały dzień spędziliśmy razem. wypytywali jak się czuje, czy czegoś nie potrzebuję. Oczywiście wszystko było w porządku. Gdy tylko wyszli wymknęłam się do swojego pokoju na balkon. Był już wieczór.
- Przeszkadzam?- usłyszałam zza pleców.
- Nie, nie wejdź proszę i tak chciała z tobą porozmawiać.
- Zamieniam się w słuch.
- Okej, więc trochę tego będzie jak wiesz mam wiele pytań.
- A ja mam czas- uśmiechnął się.
**************************************
Cześć, misiaki. Przepraszam za długą, długą, długą przerwe. Postaram się by więcej się to nie wydarzyło.
Rose.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz